poniedziałek, 2 listopada 2009

Rumunia


Do dziś boli mnie ten film. I będzie bolał jeszcze długo.
Skopałem obróbkę a miałem tam Rumunię, a w zasadzie jej lasy (tak! Dotarłem do Matecznika!), i Hutę, którą tak pokochałem...

Równie mocno jak fotografię uwielbiam podróżować. Negatyw stał się przekleństwem, gdziekolwiek wyjeżdżam muszę mieć z sobą aparat. Chociaż mieć możliwość uwiecznienia chwili, skradzenia wycinka z życia, gdzie dopiero na odbitce nabiera wrażenia innego wymiaru. Jakby aparat był pomostem między różnymi światami. Mając go w ręce czuję, że posiadam narzędzie, które to umożliwia. Kieruję kadr tam gdzie woła instynkt, przeglądam odbitki i... tak! Mam! Inny świat z otaczającej nas rzeczywistości.

Gorzej, gdy Go nie mam. Uczucie okropne, ma się wrażenie, że człowiek jest świadkiem czegoś ważnego, pięknego i ulotnego. I to mija obok. Niczym ślepiec czujący na twarzy promienie słońca o zachodzie.

6 komentarzy:

  1. Chyba kazdy z nas tak ma, bedac bez aparatu i widzac sytuacje na dobre zdjecie... to poczucie, ze cos umyka...

    OdpowiedzUsuń
  2. jakiez to tam znamienne.. psy i dziadki w kapeluszach..:) i dacie oczywiscie..;)

    OdpowiedzUsuń
  3. i dachy w kształcie dacii i góry w kształcie kapeluszy;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ładnie oddany panujący klimat :-)

    OdpowiedzUsuń